GKLUB.PL

Oficjalna strona stowarzyszenia Mercedes Off Road Club

Kazimierz Dolny

Uwielbiam obserwować kiedy schodzą na śniadanie udając, że to tak jakby nic, jakby ten przyjazd do tego hotelu podyktowany był tylko chęcią zwiedzania Kazimierza i miłością do renesansu. Zawsze zastanawia mnie czy widać jak bardzo owocna była noc, czy medycyna ku ich radości poczyniła postępy i czy rano będą mieli sobie coś do powiedzenia, a śniadanie minie w krępującej ciszy i jak śpiewał Kelus z "wódką to jak z prostytutką na początku wesoło a potem smutno"? Może gdyby pojechali z nami na trasę, potaplali się w błocie i wspólnie przeżyli tyle emocji co my, to to śniadanie było by super prawdziwe bez krępującej normalności czy wręcz głupowatej ciszy. Bo ten kazimierski hotelik pełen był ludzi w wieku popoborowym, wyrwanych z życiowego krwioobiegu aby cichaczem i naprędce zadaszyć miłość i złapać jeszcze trochę promieni zachodzącego erotyzmu.

No więc, gdyby pojechali z nami, gotowi przeżywać jednoczącą walkę przedzierania przez wąwozy, gdzie po tylu wyjazdach i dogrywaniach szczegółów, nic już nowego miało się nie wydarzyć a tu nagle - tylko teraz obecni, specjalnie przybyli z Warszawy koledzy, zaczęli nerwowo napierać, krzyżując liny i nasze nastroje, a ilość latających ku... zbliżała nas jak bąk podczas stosunku. Niewątpliwą przyczyną rewolucyjnego nastroju było wlane 0,5 litra wiśniówki w Zbyszka co uruchomiło niespożyte siły i potrzebę parcia, pomocy i nie wiem czego jeszcze? Ku rozpaczy owych, wyciągarka jako jedyna nie piła i przestała przeć. Tak to jest jak w polewaniu pomija się istotne "tryby" bagatelizując przy tym porzekadło o koniu co o suchym pysku nie chce robić.

Okolica, którą godzinę wcześniej zwiedzaliśmy nie zaskoczyła niczym specjalnym, no po za tym, że wzbudzaliśmy lekką sensację kolumną 8 samochodów. Perfekcja wymiany na Simexy jest naszą mocną stroną, nawet po imprezie urodzinowej Kasi, kalamburach i niszczeniu alkoholu do 3, wszyscy rano opony mieli zmienione. Oddech też. Jeśli chodzi o kalambury to większość miała asy w rękawie, np. od Brunnera dostałem "Pancernika Potiomkina", a ja zrewanżowałem się "Aguire gniew Boży". Widać, iż magia miejsca zeszłorocznego pobytu wydobyła pokłady asów w tym roku. Imprezę urodzinową Kasi zaliczyć trzeba do miłych wydarzeń, przynajmniej dla mnie, a dla niej chyba mniej, bo prezentów nie dostała żadnych - jak zawsze zawiodła komunikacja.

Tak jak zawiódł czwartkowy przyjazd większości załóg, co zaowocowało zaje... piątkową trasą zrobioną w 3 samochody. Artur obrzynem, Borys Nissanem i ja Gelendą pogłębiliśmy trasę wąwozu przeznaczonego dla koni ew. quadów. Efekt lekko pogięta karoseria i urwany przegub w obrzynie Artura. Oj nie masz Ty chłopaku szczęścia, nawet Policjant z Kazimierza dzień wcześniej zmusił do przeprowadzenia szybkiego remontu lawety zabierając dowód rejestracyjny. A jak nie masz to nie masz i mimo, że obiecał, że odda, to kut... nie oddał. (Mówią o nim wielki kut..)

Dzidziusie uruchomiły "szwędacza" u Borysa i nie dość, że wlał w siebie 0,75 to jeszcze okazał się prawdziwym kogutem i po wieczornym przyjeździe dzidziusiów chodził i kukurykał, aż padł. Kot wylegiwał u "Dziwisza" fotel, co pozwoliło wypieścić go należycie a przy okazji wprowadzić jedną ze 100 podawanych tam herbat wraz z domowym sernikiem. Klimaciki wieczornych knajpek o lirycznym nastroju i niebanalnej kuchni są drugim po kalamburach obowiązkowo wydzwonionym nie off roadowym zajęciem. Generalnie pysznym zajęciem.

Jerzy wzorem lat minionych zorganizował grochówkę oraz całą imprezę, co może pozornie wydać się nie trudne, gdyż drugiego dnia pokonywaliśmy 300 metrowy odcinek do zmroku, a w końcu wycofaliśmy się. Ewidentnie trudno było zrobić przejazd 8 samochodami przez błotnisty wąwóz z narąbanymi kolegami, zepsutą wyciągarką i marnymi oponami. W nagrodę była słoneczna pogoda i radość ze wspólnego obcowania. Wzorem lat minionych i pod nieobecność Arkadiusza - prezesa, został ustalony preliminarz wyjazdów na 2012 rok, z którego niezbicie wynika, iż tylko styczeń jest wolny. Brunner potwierdził kontynuację prac naszego loga - co znając jego zapał spokój mamy do końca grudnia 2012 roku. Niedzielny powrót do domu zdominowany miałem myślami o wielu jeszcze nieodkrytych trasach czując, iż jest to początek niezaoranego off roadowego pola dla naszej G-rodziny w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą.